Pielgrzym z różańcem w ręku
Pielgrzym z różańcem w ręku

 

 

Pielgrzym idzie drogą, ale towarzyszy mu świadomość celu, jest wytrwały  w pogodzie i znoju, swoje schronienie upatruje w osiągnięciu celu. Takim właśnie pielgrzymem był bł. Edmund – z różańcem w drodze. Różaniec był najlepszym prezentem dla innych, różaniec łączył go z Bogiem w kościele. Był to pielgrzym maryjny z różańcem w ręku - znaczy to tyle co ciągłe  rozważanie tajemnic życia ludzkiego po Bożemu. Z różańcem w ręku pewniej i z większa wiarą wplata się Boga w nasze życiowe drogi.

 

Różaniec łączy smutki i radości

 

Niejednokrotnie szukamy tego, co nas umocni, doda sił i skrzydeł na codzienność. Jesteśmy doświadczani w życiu radością, trudnościami,  cierpieniem, nadzieją i smutkiem, płaczemy czasem ze szczęścia, a czasem z bólu. Te wszystkie stany w nas się przeplatają, następują jeden po drugim, tworząc krok za krokiem drogę naszego życia. Jednak, jak to bywa z naszą ludzką kondycją, zanim przyjmiemy te różne doświadczenia do skarbca naszego życia, rodzi się w nas wiele pytań.  Pytamy w trudnościach i zmartwieniach – jak żyć dalej? Pytamy w cierpieniu – dlaczego ja? Może mniej pytań stawiamy w radości, szczęściu, pogodzie ducha… Kiedyś usłyszałam radę, która mi towarzyszy i często powraca. A mianowicie, że warto w smutku i cierpieniu powracać do momentów mojego życia, w których doświadczyłam już Bożej mocy, a w radości być czujną, pytać Boga o źródło tego stanu, pamiętać także o chwilach próby. Później odkryłam takie same podejście do życia u bł. Edmunda: „O Boże, jakże serce moje przepełnione pociechą! Nie daj, abym się przeto czuł już bezpiecznym, bo właśnie mogłoby nas prędkie zasmucenie spotkać. Owszem jak w każdym smutku pokrzepiasz mnie nadzieją bliskiej pociechy, tak w dniu pociechy uzbrój mię gotowością na wszelkie przygody, abym zawsze z wolą Twoją świętą zgadzać się umiał.”[1].

 

Jak odkryć w sobie taką zdolność? Jak nauczyć się rozpamiętywać Boże cuda w samym środku naszych cierpień? Jak rozważać tajemnicę cierpienia, kiedy serce jest pełne radości? Jak włączać tak sprzeczne ze sobą elementy w drogę życiową? Odpowiedź może być wymagająca, a bagatelizowanie tych pytań owocuje w życiu plątaniną zagubienia, poczuciem bezsensu i rozkojarzeniem. Poszukiwał odpowiedzi na te pytania i bł. Edmund. Znalazł ciekawą odpowiedź i pozostawił ją służebniczkom w swoim wskazaniach – modlitwa różańcowa.

 

Różaniec uczy dobrze pamiętać

 

Zalecał modlić się na różańcu w drodze, przy pracy, w kościele, w ochronce. Widział rozwiązanie w łączeniu tego wszystkiego co nas stanowi z tym, co jest zawarte w Ewangelii i życiu Jezusa Chrystusa. To był centralny punkt odniesienia – Słowo Boże. Różaniec jest syntezą Ewangelii, życia Jezusa. Z tym jednak, że jego specyfiką jest oglądanie życia Jezusa oczami Maryi. Ona jest Tą, która w sposób radykalny, prosty i umiejętny łączyła swoje cierpienia i radości z Bożą Miłością. Tego uczy nas w modlitwie różańcowej – uczy pamiętać o Bogu w każdym doświadczeniu, na każdym etapie drogi naszego życia. Św. Jan Paweł II nazwał Maryję pamięcią Kościoła: „<>. Ty jesteś pamięcią Kościoła, Kościół od ciebie się uczy, że być Matką to znaczy być żywą pamięcią, to znaczy zachowywać i rozważać w sercu sprawy bolesne, radosne i chwalebne”.

 

Maryja modliła się wszystkimi wydarzeniami swojego życia. Taką Maryję odkrył bł. Edmund – pielgrzymującą przez życie z Bogiem. Ustna tradycja w Zgromadzeniu Służebniczek podaje, że Bojanowski w drodze do kościoła odmawiał różaniec. Do tej praktyki zachęcał też siostry w ułożonym dla nich Porządku dziennym: „Wychodząc na Mszę św. odmawiają w drodze różaniec do Najświętszej Panny”[2].

 

Różaniec przemienia

 

 

Ojciec Założyciel omadlał na różańcu różne sprawy, decyzje ważne i odpowiedzialne, które dane mu było podejmować. W modlitwie różańcowej dzielił się z Bogiem troską o los sierot i ochronek, zawierzając Mu całe to dzieło. To samo polecał siostrom: „Radziłem, aby zaczęły śpiewać różaniec”[3]. Odmawiany przez ochroniarki różaniec był także skuteczną obroną przed krytyką, plotkami i narzekaniami toczonymi przez lud wiejski podczas pracy. Iść do ludzi, słyszeć ich bolączki, trudności, widzieć te momenty, w których gubi się człowiekowi Bóg i rozważać tajemnice radosne, bolesne, chwalebne, światła – czyli z Maryją na nowo otwierać Bogu drogę do ludzkich serc. Powiemy, że życie to codzienny bieg, a różaniec to modlitwa mistyczna i czasem trudna - nie dla każdego. Jednak według bł. Edmunda to modlitwa powszechna, pełna prostoty, ale bez bezmyślnego recytowania formułek. Ona miała zamierzony cel – wpływ na codzienne życie, przemianę człowieka. Miała być ochroną przed bezmyślnym uciekaniem życia przez palce, życia „z prądem”, bez refleksji, „tak jak wszyscy”. Różaniec miał pomagać w poszukiwaniu codziennych rozwiązań według ducha Ewangelii.

 

Z różańcem… wszędzie

 

Modlitwa różańcowa angażuje ciało, słowo, serce i duszę, dlatego Założyciel zalecał modlitwę, która ukierunkowuje całego człowieka z wszystkimi jego władzami na życie obecnością Bożą. Kiedy jestem w drodze, mijam piękne krajobrazy, czuję kurz i pył na twarzy i ból w nogach, umysł i serce może nieporuszenie trwać przy Bogu. Zachęcał do modlitwy różańcowej, która kieruje pragnienia i myśli na Bożą Obecność. Zachęcał do tej modlitwy w drodze, przy pracy: kiedy ręce są zajęte pracą, to serce może być zajęte modlitwą do Boga wraz Maryją.

 

Pamiętać o Bogu obecnym wszędzie – tego uczy różaniec. Według niego to modlitwa na każdą sytuację życiową, na wszelkie drogi ducha i ciała. Ten sposób modlitwy stopniowo przemienia człowieka z turysty na pielgrzyma. Turysta wiele przegapia, nie tyle zatrzymuje się, by doświadczyć, co raczej zwiedza. Pielgrzym idzie drogą, ale towarzyszy mu świadomość celu, jest wytrwały  w pogodzie i znoju, swoje schronienie upatruje w osiągnięciu celu. Takim właśnie pielgrzymem był bł. Edmund – z różańcem w drodze, różaniec był najlepszym prezentem dla innych, różaniec łączył go z Bogiem w kościele. Był to pielgrzym maryjny z różańcem w ręku - znaczy to tyle co ciągłe  rozważanie tajemnic życia ludzkiego po Bożemu. Z różańcem w ręku pewniej i z większa wiarą wplata się Boga w nasze życiowe drogi.

 

 s.M. Daniela Veselivska

 

[1] Dz. 19 IV 1983

[2] Za: M. Kornacka, Rola Świętej Góry w życiu E. Bojanowskiego, w: Nasza Przeszłość. Studia z dziejów Kościoła i kultury katolockiej w Polsce, red. A. Schletz, Kraków 1970, s. 227.

[3] Dz 1 VII 1854.