Jak mówić dzieciom o krzyżu i cierpieniu?

Dzieci zadają pytania, które potrafią zaskoczyć dorosłych: „Na serio przebili Mu ręce i nogi? Gwoździami?!”. Jak wytłumaczyć najmłodszym tajemnicę krzyża i cierpienia, nie odbierając im dziecięcej wrażliwości? Katecheta Jan Buczyński dzieli się trzema zasadami, które pomagają w rozmowie o trudnych aspektach wiary, łącząc prawdę z miłością i nadzieją.

„NA SERIO PRZEBILI MU RĘCE I NOGI? GWOŹDZIAMI?!”

Rysuję krzyż z kropelką krwi i z jedną dużą łzą – dzieci śpiewają tę piosenkę niekiedy w kościele lub na lekcji religii. Czasami zabieram moich najmłodszych uczniów do świątyni, żeby w spokoju zobaczyć wszystkie stacje drogi krzyżowej. Większość z nich ze szczerym zdumieniem poznaje tę historię i widzę, jak zaczynają dostrzegać zależność między opisem tego, co zrobiono Jezusowi, a krzyżem, wiszącym na ścianie w szkole lub w domu – wreszcie ze znakiem krzyża, który czasami niestety niedbale wykonujemy na sobie. Swoją drogą bezcenne są pytania: „Ale to wszystko prawda?”, „Naprawdę ten krzyż był taki ciężki?”, „Na serio przebili Mu ręce i nogi? Gwoździami?!”.

Sam się zastanawiam, jak pokazywać dzieciom Kościół, który jest miejscem największego szczęścia, jakie może spotkać człowieka na ziemi – i przedsmakiem naprawdę niewyobrażalnego dobra i radości, jakie Pan Bóg nam szykuje w niebie – a jednocześnie w centrum tego wszystkiego stoi krzyż, symbol okrutnego bólu i cierpienia, zła i przemocy, tego wszystkiego, co pokazujemy dzieciom jako zakazane (nie poniżaj, nie bij, nie krzycz, nie wyśmiewaj, nie kłam…). Czy wystarczy powiedzieć, że niewinny Jezus przyjął na siebie nasze cierpienie, aby nam otworzyć drogę do nieba? Że zrobił to, przyjmując na siebie naszą karę za grzech?

LECZ Z TEJ ŚMIERCI ŻYCIE TRYSKA

Wydaje mi się, że trzeba o tym wszystkim mówić dzieciom z jednej strony w prawdzie, nie ukrywając przed nimi tego, co naprawdę zrobiono Jezusowi – ale koncentrując się na wielkiej miłości Zbawiciela, na przyjęciu przez Niego woli Ojca, a nie na fizycznych aspektach tortur, niewyobrażalnych dla przeciętnego człowieka. Przecież kontemplujemy i wpatrujemy się w Ukrzyżowanego nie dlatego, że jesteśmy miłośnikami bólu lub fascynuje nas sadystyczna przemoc – ale dlatego, że krzyż jest dla nas źródłem życia i wyrazem tryumfu Króla.

Nie ma więc nic złego w tym, że dzieci śpiewają o „kropelce krwi”, a jednocześnie chronimy je na co dzień przed filmami i obrazami pełnymi przemocy czy brutalnych obrazów. Wydaje się to paradoksalne – ale przecież to jest treścią, wręcz istotą naszej wiary, że żyjemy prawdziwie i na wieki wtedy, gdy spożywamy Ciało i pijemy Krew Syna Bożego; prawdziwe Ciało i prawdziwą Krew, nie symbole.

Pełna treść>>>

Przewijanie do góry