80 lat Rheine

„80 lat Domu św. Józefa to coś więcej niż tylko okazja do wspomnień. Ta rocznica zwraca uwagę na pytanie, co ten Dom poprzez 80 lat w sobie niesie. Rozwiązanie nie tkwi w myśleniu w kategoriach murów czy kwestii odpowiedzialności. Odpowiedź leży w postawie radykalnego zwrócenia się ku człowiekowi, szczególnie tam, gdzie życie stało się kruche. (…)

Gdy Siostry Służebniczki z siłą wiary, wytrwałością i wielkim oddaniem odważyły się postawić pierwszy krok – stworzyły miejsce opieki, bezpieczeństwa i ludzkiej bliskości (…) Na dalszą przyszłość pragnę życzyć dla tego Domu obfitości Bożego błogosławieństwa i w dalszym ciągu ludzi, którzy z mądrością, sercem i chrześcijańską postawą zaangażują się w to, co przez te 80 lat dla tego Domu było wyjątkowe: pomoc, która służy ludziom i wsparcie, które zapewnia stabilność.” – autorem powyższych słów jest przeor Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, o. Christopha Kehra OT, które wypowiedział z okazji 80-lecia Domu Seniora w Rheine.

DZIEŃ JUBILEUSZU

8 maja zgromadziliśmy się bardzo licznie pod przewodnictwem o. Damiana OT i innych kapłanów na Mszy św. w naszej domowej kaplicy. Oprócz licznych mieszkańców domu, personelu i zarządu byli również obecni m.in: burmistrz miasta, świeccy członkowie Zakonu OT, przedstawicielki domu generalnego, a także domu prowincjalnego z siostrą prowincjalną M. Celiną oraz siostry. Po Mszy św. był czas na przemowy, prezenty, wspomnienia… Następnie wszyscy goście i pensjonariusze zostali zaproszeni na uroczysty obiad.

A jakie były początki? Bez porównania inne…

WYBRANE KARTY Z HISTORII

Z WROCŁAWIA W NIEZNANE…

Wiele sióstr było zmuszonych poprzez zawieruchę wojenną, (najczęściej jako pielęgniarki wraz z wojskowymi lazaretami) wyjechać poza nową granicę. I tak cztery z nich: s.M. Baleria, s.M. Luitgardis, s.M. Vivina i s.M. Thimothea opuściły dom generalny we Wrocławiu i wagonami bydlęcymi (45 osób i bagaż przy wewn. temperaturze 38° C) z między-postojem w obozie dla uchodźców przybyły do Rheine.

„CZĄSTKA DOMU RODZINNEGO”

Siostry podjęły trud przekształcenia dawnych koszar artylerii przeciwlotniczej na dom opieki dla starców. Stan budynku był bardzo mizerny. Wybite szyby w oknach, pozrywane drzwi, nieliczne meble, nie mówiąc o zaopatrzeniu w prąd. Siostry zaangażowały się wszystkimi siłami i umiejętnościami. Reperowały, organizowały, pielęgnowały…

Ludziom, którym przypadł gorzki los tułaczy, starały się stworzyć cząstkę domu rodzinnego, wciągały do wspólnej modlitwy i wspólnego budowania nowej przyszłości. Kaplica – chociaż początkowo bardzo prymitywna, była miejscem wspólnych spotkań, gdzie ci biedni mogli, jak kiedyś w przymusowo opuszczonej ojczyźnie, chwalić Boga i upraszać łaski na nowe życie.

200 GARNUSZKÓW!

To było lato 1946 roku. W takich warunkach siostry troszczyły się o 180 ludzi. Część z nich początkowo mieszkała w drewnianych barakach oddalonych ok. 500 m na wzgórzu. Siostry, przy pomocy sprawniejszych mężczyzn, donosiły tam codziennie przez 4 lata posiłki, również zupę w kotłach. W niedługim czasie pierwsza radość: jak same piszą: „dostałyśmy bardzo wartościową skrzynię, a w niej 200 emaliowanych, czerwonych garnuszków do picia”. Do tej pory większość ludzi piła z metalowych puszek po jarzynach. Przy pomocy księdza proboszcza siostry dostały pozwolenie na 1 rok na korzystanie z pralni w pobliskim szpitalu. Dwa razy w miesiącu dowoziły mieszkańców do łaźni miejskiej na kąpiel.

KOŁACZ Z POSYPKĄ!

Zbliżała się uroczystość Niepokalanego Poczęcia. Siostry po raz pierwszy podjęły trud, by upiec na święto kołacz z posypką dla ok. 200 osób. A jako że do pieca węglowego można było jednorazowo tylko 2 blachy włożyć, całość pieczenia zajęła 40 godzin przy lampie naftowej.

KAMIENIE… ZIEMNIAKI… ZBORZE…

Wiosną siostry zabrały się za organizowanie terenu pod uprawę jarzyn. Przy pomocy wozu i ludzi w miejsce koni wywoziły sterty kamieni, by móc umożliwić poprawę w odżywianiu. Po trzech latach cała posiadłość (ok. 5 morgów – 2,8 ha) była uprawna, siostry miały własne ziemniaki i zboże, które same młóciły na podwórzu. Jak siostry same piszą, pomimo ciągłych trudności i rozczarowań nigdy nie pozwoliły sobie na utratę odwagi. I na codzień doświadczały Bożej Opatrzności.

KOLEJNE DECYZJE I PRZEŻYCIA…

W 1957 roku podjęto decyzję o budowie większej kaplicy (obecna kaplica domowa). Piewszy kamień położono we wrześniu, a już w styczniu 1958 r. założono prąd i witraże w oknach. W marcu 7 sióstr zostało zaproszonych na uroczystość odlania Dzwonów w Münster. Jak piszą same uczestniczki tego wydarzenia, było to przeżycie, które pozostanie w pamięci do końca życia. W kronice siostry opisują, jak stopniowo mogły sobie pozwolić na upiększanie wnętrza kaplicy. I tak w Wielkim Tygodniu 1959 r. zawisnął w prezbiterium 1,5 m Krzyż, a w maju postawiono statuę Matki Bożej. Życzenie, by mieć figurę św. Józefa, mogło się spełnić dopiero w 1961 roku.

AKTUALNIE

Poprzez lata dom był rozbudowywany i dostosowywany do aktualnych potrzeb i przepisów. 30 maja 1995 r. przekazałyśmy zarząd Domu braciom z Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Obecnie mieszkamy na terenie domu, a kilka siostr pracuje w pielęgnacji i duszpasterstwie.

Z pozdrowieniami

Siostry z Rheine

Przewijanie do góry