Zimowe spotkanie Przyjaciół Misji Miało miejsce u Sióstr Służebniczek NMP NP w Katowicach-Panewnikach w sobotę 31 stycznia i w niedzielę 1 lutego 2026 r.
Mszę św. dla uczestników wydarzenia sprawował abp senior Wiktor Skworc, który przez dekadę przewodniczył Komisji Misyjnej KEP. Abp senior Wiktor Skworc: Afrykańska kultura przypomina nam o fundamentalnej wartości rodziny
Podziękował on obecnym za ich zaangażowanie i wsparcie okazywane misjonarzom. Bo, jak przypomniał, misje mają zawsze konkretną twarz – misjonarki czy misjonarza.
– Na misje się nie wyjeżdża. Na misje jest się posłanym.
Nawet w XXI wieku powtarzamy apostolski gest: posłania misjonarza na misje, wręczając mu misyjny krzyż, bo misjonarz jest posłany w imieniu Chrystusa. Z posłaniem związana jest fundamentalna zasada: ten, który posyła, nie może, nie powinien zapomnieć o posłanym; nie może o posłanym zapomnieć posyłający biskup, parafia, diecezja czy zgromadzenie posyłającego – podkreślił. Wyrazem wsparcia może być ofiara materialna, ale także… wezwanie z misji do kraju w przypadku choroby.
Abp senior Wiktor Skworc przypomniał również ścieżkę przygotowania do wyjazdu na misje w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. – Obejmuje najpierw intensywną naukę języka, który jest podstawowym narzędziem misyjnego działania. Są również wykłady przybliżające historię i kulturę krajów misyjnych; elementy medycyny tropikalnej i wykłady pogłębiające teologię misji – wymieniał.
Kaznodzieja wspomniał także o swoich doświadczeniach z czasu posługi jako przewodniczącego Komisji Misyjnej KEP, kiedy starał się regularnie odwiedzać misjonarzy z Polski. – Kiedy byłem w jakimkolwiek kraju misyjnym, odwiedzałem wszystkich misjonarzy i misjonarki z Polski, niezależnie od tego czy było daleko, wysoko czy niebezpiecznie – podkreślił.
– Misyjna droga – nigdy nie jest drogą jednokierunkową,
– to znaczy, że misjonarz przynosi ze sobą światło Ewangelii, osobę Jezusa Chrystusa i zdobycze cywilizacji zachodniej i nic nie otrzymuje – zauważył abp senior W. Skworc. – Zatrzymajmy się na chwilę na wymianie darów między Afryką a Europą. Afryka ma w Europie niezasłużenie złą prasę; jest przedstawiana jako kontynent konfliktów, wojen, chorób, braku wody i stabilizacji itd. Dlatego przywykliśmy mówić o Afryce jako o Trzecim Świecie i myśleć o Afryce, jako kontynencie, wobec którego my – biali – mamy poważne zobowiązania cywilizacyjne i misyjne. Trzeba jednak przypomnieć, że wiele problemów, z jakimi boryka się dziś Afryka, zostało tam importowanych, przywleczonych przez białego człowieka, który bezwzględnie eksploatował jej naturalne bogactwa, o handlu niewolnikami nie wspominając. Dziś przodują w tym Chiny. (…) Warto zapytać o to, co Afryka może nam ofiarować? O czym może nam przypomnieć? Afrykanie mają głęboki zmysł religijny, poczucie sacrum, świadomość istnienia Boga Stwórcy i świata duchowego. Ludy Afryki są też głęboko świadome rzeczywistości grzechu w jego postaciach indywidualnych i społecznych, odczuwają także potrzebę aktów oczyszczenia i zadośćuczynienia. Oczywiście kultura afrykańska, jak każdy człowiek, ma też swoje grzechy: jak choćby prawo zemsty i zjawisko czarów. Dlatego potrzebuje światła Ewangelii i wyzwalającej od powszechnego lęku, strachu, mocy Chrystusa – przekonywał kaznodzieja.
– Afrykańska kultura przypomina nam o fundamentalnej wartości rodziny,
– miłości i życia; kocha dzieci, które przyjmuje jako dar Boży. Ludy Afryki szanują życie, cieszą się nim; nie dopuszczają myśli, by je unicestwić. Takie podejście do rodziny, miłości i życia oskarża nas, stawia europejską kulturę w złym świetle, w świetle antykoncepcji, aborcji, eksperymentów na ludzkich embrionach, eutanazji, w świetle negacji małżeństwa, jako związku mężczyzny i kobiety, w świetle rozbicia rodzin. Wobec zagrożeń kultury śmierci, uczmy się od naszych braci Afrykanów szanować rodzinę, cenić miłość i chronić każde życie – zachęcał abp senior W. Skworc.
– Kaznodzieja nawiązał także do odczytanej tego dnia sceny z Ewangelii opisującej burzę na Jeziorze Genezaret.
Dobrze rozumiemy zachowanie i reakcję uczniów Chrystusa, rozumiemy, tym bardziej że i my znajdujemy się w podobnej sytuacji. Rzec by można, że i my znajdujemy się w tej samej łodzi. Albowiem łódź miotana falami jeziora Genezaret przedstawia nas: łódź Kościoła, w którą raz po raz uderzają złowrogie fale. A niejednemu wydaje się, że łódź ta zostanie zatopiona i rozbita – mówił. – „Jakże wam brak wiary?” – tak zwrócił się Jezus w dramatycznych okolicznościach do obecnych na łodzi apostołów. Tak mówi i do nas, kiedy wątpimy w Jego obecność i wszechmoc. Tak mówi do nas, kiedy zdają się brać górę beznadziejność, zwątpienie, strach, niepewność o Kościół i świat. Konieczna jest wiara, że tam, gdzie jest Chrystus, tam jest pokój i bezpieczeństwo, radość i nadzieja, których nie są w stanie uśmiercić żadne wewnętrzne czy zewnętrzne burze – podkreślił.
– Takie spotkania mamy dwa razy do roku: w porze zimowej i letniej.
Latem staramy się, żeby było to spotkanie ze świadkiem. Zimą: bardziej formacyjne spotkanie, najczęściej wprowadzające w temat roku duszpasterskiego. W tym roku cieszy nas, że jest związany z misjami: „Uczniowie misjonarze”. Dla uczestników przygotowaliśmy warsztaty: zajęcia ruchowe „Uczniowstwo” i „Uczeń misjonarz w Maryjnej szkole życia duchowego”. Chcemy, by spotkania były okazją do wzajemnego poznania się, rozwoju i umocnienia. Bywa że nasi stali goście zapraszają nowe osoby, wtedy jest przyczynek do włączenia ich w nasze dzieło. W całej Polsce mamy około tysiąca ośmiuset przyjaciół misji naszego Zgromadzenia – tłumaczy sM. Radosława, referentka misyjna.
Marta Sudnik-Paluch /Foto Gość Niedzielny











