Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść – III Niedziela Adwentu  (Rok A/II)

Jan Chrzciciel uczy mnie niezwykłej prostoty, która nie jest słabością, ale siłą zakorzenioną w Bogu. Niezależnie od tego, gdzie się znajdował, jego myśli nie odchodziły od Jezusa. Na pustyni, wśród ciszy i samotności, w więzieniu, wśród ciemności i niepewności, Jan trwał. Jego serce było skupione. To skupienie nie wynikało z komfortu, ale z więzi. On wiedział, dla Kogo żyje. Wiedział, po co mówi. Wiedział, czyj głos zapowiada.

Pierwsze czytanie: Iz 35, 1-6a.10

Drugie czytanie: Jk 5, 7-10

Ewangelia: Mt 11, 2-11

Jan Chrzciciel, będąc w więzieniu, pyta swoich uczniów, czy Jezus jest Tym, który miał nadejść, czy też należy spodziewać się kogoś innego. Jezus odpowiada, nakazując przekazać Janowi, że ślepi odzyskują wzrok, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli powstają do życia, a ubogim jest głoszona Ewangelia. Jezus chwali Jana jako największego spośród proroków, podkreślając, że od czasów Jana Chrzciciela królestwo niebieskie doznaje gwałtu, a gwałtownicy je porywają. 

Jan Chrzciciel uczy mnie niezwykłej prostoty, która nie jest słabością, ale siłą zakorzenioną w Bogu. Niezależnie od tego, gdzie się znajdował, jego myśli nie odchodziły od Jezusa. Na pustyni, wśród ciszy i samotności, w więzieniu, wśród ciemności i niepewności, Jan trwał. Jego serce było skupione. To skupienie nie wynikało z komfortu, ale z więzi. On wiedział, dla Kogo żyje. Wiedział, po co mówi. Wiedział, czyj głos zapowiada.

Jan pokazuje mi, że wierność nie jest uzależniona od okoliczności. Mogę być na swojej „pustyni”, gdzie wszystko jest surowe i trudne a mogę też być w „więzieniu”, w sytuacji, którą przygniatają ograniczenia, gdzie coś mnie boli, gdzie moje plany są zamknięte jak za kratami. A jednak mogę jak Jan: trwać, kierować myśli ku Jezusowi, wpatrywać się w Tego, który jest sensem wszystkiego.

To właśnie takie wpatrzenie czyni człowieka ubogim w duchu nie dlatego, że nic nie ma, ale dlatego, że wie, że potrzebuje. Ubogi to ten, kto jest spragniony dobrej nowiny, kto nie zadowala się własną siłą, własną doskonałością, własnym rozumieniem. Ubogi to ten, kto ma w sobie miejsce na Boga.

Ubogich zawsze będziecie mieć u siebie, im trzeba głosić Dobrą Nowinę. Te słowa mówią nie tylko o zewnętrznej biedzie. One mówią także o mojej wewnętrznej prawdzie. Ja również jestem ubogi. Nie chodzi o to, by się z tym zadręczać, ale by to przyjąć. Będąc na tej ziemi, zawsze czegoś będzie mi brakować: czasu, sił, spokoju, zrozumienia, odpowiedzi, nadziei, bliskości, zdrowia… Zawsze coś będzie niedopełnione.

Nie po to, by mnie zranić, ale by przypomnieć, że pełnia nie jest z tego świata. Że tęsknota jest częścią mojego pielgrzymowania. Że braki mogą stać się przestrzenią spotkania z Bogiem, jeśli nie będę ich wstydliwie ukrywać, ale przyjmę je jako prawdę o sobie.

Ubogi nie przestaje szukać. Nie przestaje słuchać. Nie przestaje potrzebować. I dlatego jest błogosławiony bo jego serce jest otwarte.

Jan był właśnie takim ubogim: całkowicie zależnym od Boga, całkowicie zwróconym ku Niemu. Nie skupiał się na sobie, nie zabiegał o swoją pozycję, nie stawiał siebie w centrum. Jego ubóstwo było przestrzenią, w której Jezus mógł być wielki.


Ja również jestem zaproszony, by przyjąć swoje braki, nie buntować się przeciw nim, nie udawać, że jestem samowystarczalny. Moje niedomagania fizyczne, emocjonalne, duchowe nie czynią mnie gorszym, ale prawdziwym. A w tej prawdzie mogę jak Jan kierować swój umysł i serce ku Jezusowi, trwać przy Nim, niezależnie od tego, gdzie aktualnie jestem w swoim życiu.

Bo najważniejsze nie są warunki, lecz kierunek. A Jan pokazuje mi kierunek:
myśl o Jezusie zawsze, wszędzie, niezależnie od wszystkiego.

s.M. Marietta Polak

Przewijanie do góry