Przesyt, nadmiar, pustka… a pragnienia ludzkiego serca!

Żyjemy w czasach nadmiaru, przesytu i chaosu informacyjnego. Na rynku dostępnych jest coraz więcej produktów, coraz więcej kierunków studiów, kursów, szkoleń czy nowych zawodów, o których nikt wcześniej nie słyszał. A im więcej możliwości, tym więcej niepewności.

NASZE PYTANIA…

Zaczynamy gubić się w tym, co robimy. Zadajemy sobie pytanie: co w moim życiu jest najważniejsze? Część ludzi jednak w ogóle nie zastanawia się, jak znaleźć cel, jaka jest ich misja? Płyną przez życie popychani przypadkowymi okolicznościami i zdarzeniami, zmierzając w nieokreślonych kierunkach. Na szczęście my wiemy, gdzie i dokąd zmierzamy. Bóg dał nam pomoc – Swoją Najświętszą Matkę i patronów, którzy są naszymi wzorami w drodze do niebieskiej Ojczyzny.

SPOTKANIE…

Zmierzając w stronę nieba, otrzymaliśmy największy dar, prezent, jakim jest Eucharystia. Czym jest? Dlaczego jest tak ważna w drodze do Boga? Konstytucja o liturgii świętej „Sacrosanctum concilium” mówi, że jest ona źródłem i szczytem życia każdego chrześcijanina. Także św. Jan Paweł II podkreślał, że Kościół żyje dzięki Eucharystii. Jeżeli zapomnimy, o co tak naprawdę we Mszy świętej chodzi, będziemy się zastanawiali, jak długo to trwa i patrząc na zegarek, będziemy się denerwowali, że wszystko tak się przeciąga. Eucharystia to spotkanie z Osobą – z Jezusem! Na skutek powtarzania Jezusowych słów z Wieczernika, mocą Ducha Świętego, chleb staje się Jego ciałem, a wino krwią. Eucharystia jest ofiarą przebłagalną i wstawienniczą do Boga Ojca, łączącą w sobie wspólnotowe doświadczenie Kościoła chwalebnego i pielgrzymującego.

ŹRÓDŁO SIŁY…

Doskonale to wiedział nasz Patron – błogosławiony Edmund Bojanowski. Źródłem siły wewnętrznej Edmunda była właśnie Eucharystia praktykowana zarówno uczestnictwem, udziałem, obecnością, jak i pełnią – Komunią św. W Dzienniku pod datą 4 lipca 1857 r. zapisał: Tak mi było potrzeba odetchnąć przed Bogiem!

Edmund Bojanowski wstawał bardzo wcześnie i ruszał na kilkukilometrowy spacer przez pola do Bazyliki na Świętej Górze. Wędrował na Mszę św. Codzienny zapis w jego Dzienniku brzmi jak refren: Wstałem. Była pogoda. Poszedłem do kościoła… i tak każdego dnia.

Gdzieniegdzie notuje, że jeśli nie był na Mszy świętej, to całodzienna robota się nie kleiła. Czasem, zwłaszcza gdy piętrzące się trudności stawały się niemal nie do udźwignięcia, pisał o głębokiej modlitwie, swoistym, wewnętrznym stanie ducha i wtedy pod wpływem modlitwy, zjednoczenia z Chrystusem, wszelkie utrapienia znikały. Dzisiejszy dzień cały do najmilszych w moim całym teraźniejszym życiu zapisać winienem, bo przepędziłem go w nabożeństwie z Bogiem i w towarzystwie z ludźmi wedle Boga (Dziennik  6 VIII 1854).

Codzienna Msza św. była dla niego najważniejsza. Nie zważał na pogodę, stan swego zdrowia, wczesną porę. Msza św. wprowadzała w jego życie ład, porządek, klarowność. Reszta dnia była tylko wznoszeniem budowli na tym duchowym fundamencie – Najświętszej Eucharystii.

Dlaczego to robił? Ten świecki człowiek szukał w swoim życiu Boga. Wiedział, że jedynie On może zaspokoić wszystkie jego pragnienia i potrzeby.

s.M. Michalina Daniel

Przewijanie do góry