Trzy filary tego czasu może i postawione w naszym życiu duchowym… zmierzają ku mecie.
Czy więc to już powoli koniec? Czy możemy za chwilę odetchnąć z ulgą i powiedzieć: „udało się” i wrócić do codzienności sprzed tego czasu?
Bez względu na to czy się udało czy nie. Bez względu na to ile razy sprostaliśmy zadaniu a ile razy zupełnie „zawaliliśmy” nie możemy w tej chwili powiedzieć, że to koniec. Ćwiczymy po to, by poprawić swoją kondycję, by być zdrowszym i gdy to osiągniemy to wcale nie chcemy wracać do stanu początkowego. Podobnie jest z ćwiczeniami wielkopostnymi – z modlitwą, postem i jałmużną. Te ćwiczenia miały w nas wyrobić pewien nawyk, wykształcić pewien styl życia, który będzie trwał.
Bo czy chrześcijanin może starać się o głębszą relację z Panem i z drugim człowiekiem tylko w Wielkim Poście?
Oczywiście, że nie. Każdego dnia, przez całe nasze życie powinniśmy dążyć do tego, by coraz bardziej jednoczyć się z Panem, by rezygnować z tego, co mam, na rzecz drugiego człowieka. W czasie kończącego się Wielkiego Postu w sposób szczególny towarzyszyliśmy Jezusowi w Jego Męce. To towarzyszenie będzie jeszcze trwało szczególnie podczas Triduum Paschalnego. A później będziemy spotykali się ze Zmartwychwstałym Panem, później z Jezusem podejmującym działalność publiczną itd. Jednak nie możemy nigdy zapomnieć, że także dziś, męka Jezusa trwa w cierpieniach ludzi. Papież Benedykt XVI podczas audiencji generalnej dnia 8.04.2009 r. powiedział:
„Śmierć Chrystusa mówi o tym, jak wiele cierpienia i zła ciąży nad ludzkością w każdej epoce: o miażdżącym ciężarze naszego umierania, o nienawiści i przemocy, która dzisiaj wciąż powoduje rozlew krwi na ziemi”.
Nigdy nie bądźmy obojętni na biedę drugiego człowieka. Miejmy oczy i serce otwarte na innych. A będzie tak, gdy poprzez modlitwę i wyrzeczenia będziemy stale jednoczyli się z Chrystusem. On wskaże nam tych, którzy potrzebują, On nas do niech zaprowadzi. I On przez naszą posługę będzie się im dawał.
s.M. Damiana Szmidt







