Przyjaciele Edmunda – Ludwik Bernard Miłkowski (1797-1867)

Przyjaciel, który ogrzewał serce Edmunda Bojanowskiego! Nie znamy wyglądu Ludwika Miłkowskiego, ponieważ nie zachowała się fotografia ani jego portret. Pozostał jednak piękniejszy obraz – zapisany w pamięci jego przyjaciela i w świadectwie życia. Niech każdy spróbuje dopowiedzieć ten portret w swojej wyobraźni i w sercu, malując rysy człowieka wiernego Bogu, przyjaciołom i Ojczyźnie.

W CIENIU KSIĄŻEK I PATRIOTYZMU

Ludwik Bernard Miłkowski urodził się w Strzyżewie pod Mikstatem. Był synem Karola Miłkowskiego, powieściopisarza, dramaturga i pedagoga. Od najmłodszych lat wyrastał w atmosferze szacunku dla książki, nauki i spraw narodowych. Choć po ukończeniu szkół wojewódzkich w Kaliszu poświęcił się gospodarstwu, nigdy nie porzucił pracy umysłowej i nieustannego samokształcenia.

GDY OJCZYZNA ZAWOŁAŁA

Wieść o Powstaniu Listopadowym skłoniła go do natychmiastowego działania. Wstąpił do pułku ochotników kaliskich, a następnie służył w korpusie generała Karola Różyckiego. Walczył jako porucznik, nie zabiegając o zaszczyty ani karierę wojskową. Jak wielu przedstawicieli swojego pokolenia, za wierność Polsce zapłacił latami emigracyjnej tułaczki.

PRZEZ TRIEST DO WERSALU

Po klęsce powstania znalazł się na emigracji. Więziony w Trieście, później wydalony do Francji, uczestniczył w życiu Wielkiej Emigracji. Współpracował z polską prasą, działał w organizacjach emigracyjnych i żywo interesował się sprawami społecznymi. Mimo słabego zdrowia i skromnych warunków życia, pozostał człowiekiem głębokich przekonań i niesłabnącej aktywności.

POWRÓT NA WIELKOPOLSKĄ ZIEMIĘ

Po powrocie do kraju zamieszkał najpierw w Mocewie i Mórce, a następnie w Gostyniu. To właśnie tutaj związał się z kręgiem ludzi, którzy poprzez pracę społeczną, religijną i oświatową chcieli służyć narodowi. Wśród nich szczególne miejsce zajmował Edmund Bojanowski.

APOSTOŁ KSIĄŻKI I SŁOWA

Miłkowski wierzył, że książka może przemieniać człowieka i społeczeństwo. Organizował biblioteki parafialne, czytelnie ludowe i spotkania czytelnicze. Tłumaczył dzieła religijne i historyczne, udostępniając polskim czytelnikom wartościową literaturę. Przez całe życie pozostał człowiekiem słowa, które traktował jako narzędzie wychowania i służby bliźnim.

DŁUGIE ROZMOWY PRZYJAŹNI

Przyjaźń Ludwika Miłkowskiego i Edmunda Bojanowskiego należała do najpiękniejszych relacji w otoczeniu Założyciela ochronek. Łączyły ich podobne doświadczenia życiowe, umiłowanie książek, troska o lud wiejski, głęboka religijność oraz nie najlepsze zdrowie.

Spotykali się często i spędzali ze sobą długie godziny. Rozmawiali o ochronkach, pracy społecznej, książkach, wierze i codziennych troskach. Niejednokrotnie ich rozmowy przeciągały się do późnej nocy, a nawet do świtu. Bojanowski zapisywał w swoim Dzienniku, że wieczory spędzone z Ludwikiem należały do jego najpiękniejszych chwil.

CZTERDZIEŚCI CZTERY LISTY PRZYJAŹNI

Po wyjeździe Miłkowskiego do Poznania ich więź nie osłabła. Zachowały się czterdzieści cztery listy Ludwika do Edmunda, co czyni go jednym z najczęściej korespondujących przyjaciół Bojanowskiego. Listy świadczą o wzajemnym zaufaniu, serdeczności i wspólnej trosce o rozwój dzieł społecznych oraz religijnych.

DWA SERCA DLA JEDNEJ SPRAWY

Obaj wierzyli, że odrodzenie narodu rozpoczyna się od wychowania, wiary i służby najbardziej potrzebującym. Wspierali się wzajemnie w realizacji podejmowanych dzieł. Gdy Ludwik zmagał się z trudnościami materialnymi i chorobą, Edmund spieszył mu z pomocą. Gdy Bojanowski potrzebował rady lub rozmowy, zawsze mógł liczyć na swojego przyjaciela i ogrzać serce w poufnej rozmowie.

Kiedy 7 stycznia 1857 roku Ludwik opuszczał Gostyń, Edmund Bojanowski zanotował w swoim Dzienniku słowa, które najpełniej oddają ich relację:

Smutno mi było widzieć opróżnione już kąty jego pokoju, dokąd tyle razy z Instytutu wstępowałem, aby się ogrzać przy jego piecu i serce ogrzać w poufnej rozmowie.

To jedno zdanie pozostaje najpiękniejszym świadectwem przyjaźni, jaka przez wiele lat łączyła Ludwika Miłkowskiego i Edmunda Bojanowskiego.

Przewijanie do góry