Dzwoni telefon, odbieram i słyszę takie pytania: “Siostro, mamy w szpitalu noworodka – przyjmie siostra?” albo „Są dzieci do zabezpieczenia – 2 i 5 lat – przyjmiecie?”
Dla nas z jednej strony pytania rutynowe – nie zaskakują nas takie telefony, bo przecież po to jesteśmy – a z drugiej strony dobrze wiemy jaki dramat się za nimi kryje. I co robimy? PRZYJMUJEMY!
Czy mogłybyśmy zrobić inaczej? I tak i nie. Tak, bo dom jest przepełniony, bo nie mamy miejsc… I nie, bo to jest życie, które pozostało bez opieki, bez miłości, bez ochrony, bez obecności. Bez tego nie przeżyje. Więc przyjmujemy, jesteśmy, chronimy, kochamy i niejednokrotnie ratujemy życie, ale…
Chociaż to i tak dużo to jednak wiemy, że nie u nas powinno znaleźć się to dziecko. Miejscem wzrostu dla dziecka jest RODZINA. To w niej dziecko ma być chciane i kochane, chronione i zaopiekowane.
Nasze dzieci z różnych powodów nie mogą wychowywać się w domach rodzinnych. Zostały pozbawione ciepła rodzinnego domu, bezpieczeństwa, bliskości rodziców, ale to nie oznacza, że one na to nie zasługują, że nie są tego godne. Życie – każde życie – jest święte i musi być chronione.
Patrzymy na wzrost tych dzieci, znamy ich radości i porażki, uczymy ich jak pięknie i dobrze żyć, a później idą dalej… A my mamy poczucie dobrze wypełnionej misji.
A patrząc w ich oczy – czasem pełne bólu, strachu, niepewności, innym razem pełne radości, wdzięczności, zaufania – dostrzegamy ich niewinność i pragnienia bycia kochanym.
Pan Bóg jest Dawcą życia i On każde życie kocha bezwarunkowo a dla nas każde dziecko jest niezwykłym darem. Każde jest inne, ale każde godne miłości, każde piękne.
Nie mogłybyśmy inaczej postąpić, jak tylko PRZYJĄĆ i oby tak każdy chciał przyjąć ten niezwykły Boży dar, jakim jest dziecko.
Tekst: s.M. Damiana Szmidt
foto: Ben Kerckx z Pixabay







