Mistrzyni na drodze wiary

Osoba godna naśladowania, uznana przez innych za wzór” – to jedna z definicji określających słowo „mistrzyni”. Mówiąc o Maryi w tym kontekście, śmiało możemy utożsamić z nią Jej osobę.

Jeśli więc chcemy Ją postawić sobie jako wzór do naśladowania, to na początek zapytajmy się o naszą znajomość Jej stylu życia, reagowania na życiowe wydarzenia, sposobu wypowiedzi i działania. Niby proste, bo to wszystko znajdziemy czytając choćby Ewangelię Łukasza, która jest najbardziej „maryjna”. Jednak samo czytanie i wiedza nie wystarczą.

Każdy uczeń, jeśli chciał być jak jego mistrz, decydował się na zamieszkanie z nim, aby w codzienności pochłaniać życiową mądrość. Podobnie jest z nami, jeśli nosimy w sercu pragnienie naśladowania naszej najlepszej Matki, musimy zaprosić Ją do naszej codzienności. Św. Ludwik Grignion de Montford doskonale to rozumiał, mówiąc: „Wszystko trzeba czynić z Maryją, w Maryi i dla Maryi” („Tajemnica Maryi”, s. 30).

Na pozór może się to wydawać przesadą, jednak wchodząc w głąb tej relacji, zobaczymy, że zacznie się w nas kształtować dusza Maryi całkowicie otwarta na Boga i Jego wolę.

Mamy świadomość, że wszystko co duchowe dokonuje się na płaszczyźnie wiary, dlatego trzeba nieustannie troszczyć się o jej wzrost i pierwotną świeżość. Bardzo istotna jest więc decyzja o wyborze dobrego wzoru, który konsekwentnie trzeba naśladować, w przeciwnym razie sprawa pozostanie na poziomie „pobożnego życzenia”. Czyniąc Maryję Mistrzynią na drogach naszej wiary, musimy nosić w sercu pewność, że Ona jest Tą najlepszą! Nikt z ludzi nie prześcignie miary Jej bezwarunkowego zaufania Bogu, którym kierowała się przez całe swoje życie. Obierając Ją jako najdoskonalszy wzór, stajemy w szeregu ludzi wielkich sercem, podobnie jak nasz patron, bł. Edmund Bojanowski, pełnych odwagi w całkowitym zawierzeniu najlepszemu Ojcu, który nigdy nie zawodzi. Wiara w takim ujęciu pozwala człowiekowi stać się pokornym dzieckiem, pełnym radości życia, które w trudnościach nigdy nie pozostanie osamotnione. Taką postawę odnajdujemy w Maryi, analizując poszczególne wydarzenia z Jej życia. Nigdy nie znajdziemy tam osoby wylęknionej, niepewnej w decyzji, rozczarowanej czy załamanej, mimo wielu czynników, które obiektywnie mogły uzasadnić taki stan. Ona spokojnie, choć nie bez obaw, jak widać to choćby podczas Zwiastowania, jest otwarta na nowość Bożego Planu. Warto nam właśnie uczyć się od Niej tej gotowości na „nieznane”, które z pewnością nieraz pojawi się w naszym, często zbyt schematycznym, życiu.

Siła nadziei i wiary Maryi wypływa z Jej miłości do Boga. To zasadnicza prawda, którą podkreśla papież Franciszek w bulli ogłaszającej obecny rok 2025, Rokiem Jubileuszowym: „Nadzieja rodzi się w istocie z miłości i opiera się na miłości, która wypływa z Serca Jezusa przebitego na krzyżu” (nr 3).

Sam Jezus daje nam Maryję za Matkę właśnie w tej kluczowej chwili pod krzyżem, jakby chciał pokazać, że trzymając Matkę za rękę, nie zbłądzimy, nie zwątpimy i nie upadniemy. Ona nas podtrzyma! Chrześcijanin biorący sobie Maryję za przewodniczkę na drogach swojej wiary, powinien z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Ponieważ wiara rozjaśnia wszelkie ciemności, dlatego nie powinniśmy skupiać się na tym, co ma znamiona zła, ale promować wszelkie dobro. „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12, 21) – właśnie tak nauczał św. Paweł i warto o tym pamiętać. Ponieważ współcześnie coraz bardziej wszechobecne staje się zwątpienie, dlatego my właśnie, dzieci Maryi, musimy stawać po stronie Boga, który jest Miłością i z niej czerpać nadzieję na ostateczne zwycięstwo dobra. Wiemy, że ono dokonało się na krzyżu i przez chrzest święty każdy z nas w nim uczestniczy, dlatego idąc śladami Maryi – tej pierwszej zbawionej, jesteśmy na dobrej drodze.

Odwagi!

s.M. Bernadetta Wadowska

Przewijanie do góry