Poznaj człowieka, który udowodnił, że ojczyznę można ratować nie tylko szablą, ale też pługiem i arkuszem kalkulacyjnym. Dezydery Chłapowski to adiutant Napoleona, genialny rolnik i wizjoner, który zrewolucjonizował polską gospodarkę. Oto streszczenie fascynującej opowieści o człowieku, który wyprzedził swoje czasy.
OD SALONÓW BERLINA DO BOKU NAPOLEONA
Młody Dezydery uczył się rzemiosła wojennego w Berlinie, służąc w pruskiej armii. Gdy jednak tylko pojawiła się szansa na wolną Polskę, bez wahania zrzucił pruski mundur. Szybko wpadł w oko samemu Napoleonowi Bonaparte. Został jego osobistym adiutantem (ordynansem), brał udział w krwawej wyprawie na Moskwę w 1812 roku i zyskał bezgraniczny szacunek francuskich dowódców za swoją odwagę i żelazną dyscyplinę. Kiedy jednak zorientował się, że Napoleon traktuje sprawę polską instrumentalnie, potrafił honorowo rzucić dymisją i odejść z armii. Wrócił do munduru jeszcze raz – w 1831 roku, gdy jako generał ruszył ratować powstanie listopadowe na Litwie.
REWOLUCJA W TURWI
Po zakończeniu wojen napoleońskich Chłapowski podjął genialną decyzję: zamiast rozpaczać nad losem kraju, postanowił zbudować jego potęgę ekonomiczną. Przejął rodzinny majątek w Turwi, który był tonącą w długach ruiną. Aby go ratować, udał się na rok do Anglii. Tam – pracując fizycznie jako „zwykły parobek” – podpatrywał najnowocześniejsze technologie rolnicze świata. Wrócił do Wielkopolski i przeprowadził totalną rewolucję. Stał się pionierem postępu rolniczego. Wprowadził nowoczesny płodozmian zamiast archaicznej trójpolówki, sprowadził angielskie pługi i zaczął sadzić pasy drzew między polami (tzw. zadrzewienia śródpolne), które chroniły glebę przed wysuszeniem. Efekt? Turew stała się Najnowocześniejszym gospodarstwem w Wielkopolsce, a sąsiedzi zjeżdżali się, by podziwiać te „cuda”.
POLSKI „WŁADCA” O ŻELAZNYM CHARAKTERZE
Wokół charakteru Dezyderego krążyły legendy. Był człowiekiem o stalowej woli, pedantem i wrogiem wszelkiego luksusu. Nie znosił salonowego blichtru, nie marnował czasu na puste dyskusje. W swoim majątku wprowadził niemal klasztorny rygor – zakazał pijaństwa i hazardu, a dzień rozpoczynał od wspólnej modlitwy z pracownikami. Jednocześnie był niesamowicie sprawiedliwy: dbał o chłopów, zakładał dla nich szkoły i darmowe kasy zapomogowe. Choć był surowy, ludzie go cenili, bo nikim nie gardził i sam potrafił pracować w polu ramię w ramię z robotnikami.
WIELKA MIŁOŚĆ I POWIĄZANIA Z ELITĄ
Jego życie prywatne przypominało scenariusz filmowy. Ożenił się z Antoniną Grudzińską. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że jej siostra, Joanna, była żoną… wielkiego księcia Konstantego – znienawidzonego, rosyjskiego namiestnika w Warszawie! Mimo tak skomplikowanych koligacji rodzinnych, dom Chłapowskich w Turwi pozostał najczystszym bastionem polskości, patriotyzmu i głębokiej, katolickiej wiary, w której surowo wychowywał swoje dzieci.
ARCHITEKT WIELKOPOLSKI
Chłapowski doskonale rozumiał, że w pojedynkę nie wygra wojny z pruskim zaborcą. Wspólnie z innymi wielkimi umysłami epoki stworzył podwaliny pod tzw. „pracę organiczną”. Uczył Polaków, że najskuteczniejszą bronią przeciwko germanizacji jest bogactwo, edukacja, nowoczesny przemysł i silne trzymanie się polskiej ziemi. Dezydery Chłapowski dożył niemal 91 lat. Pokazał narodowi, że prawdziwy patriotyzm to nie tylko piękne umieranie na polu bitwy, ale przede wszystkim codzienna, ciężka i mądra praca dla wspólnego dobra.
DEZYDERY CHŁAPOWSKI I EDMUND BOJANOWSKI
Dwaj wybitni liderzy wielkopolskiej pracy organicznej, którzy blisko ze sobą współpracowali w duchu głębokiego patriotyzmu i wiary. Choć Chłapowski był surowym generałem, a Bojanowski subtelnym działaczem świeckim, połączyła ich troska o najuboższych mieszkańców wsi. Generał i jego rodzina zostali kluczowymi fundatorami i patronami pierwszych wiejskich ochronek dla dzieci, prowadzonych przez nowo założone przez Bojanowskiego Zgromadzenie Sióstr Służebniczek. Ich wspólne działania stworzyły unikalny model rozwoju społecznego, w którym nowoczesne rolnictwo Chłapowskiego spotkało się z nowoczesną edukacją i modelem wychowawczym Bojanowskiego.
Z MYŚLĄ O NOWYM POKOLENIU!
Rodzina Chłapowskich ufundowała ochronki dla Zgromadzenia Sióstr Służebniczek w swoich posiadłościach. Ochronka w Turwi: otwarta w maju 1855 roku, bezpośrednio w rodowym majątku generała, była zaledwie trzecią placówką stworzoną przez Bojanowskiego, co pokazuje, jak wcześnie generał dostrzegł wartość tego projektu. Sam generał traktował ochronki jako integralną część swojego planu unowocześniania wsi – wierzył, że siostry wychowają nowe pokolenie mądrych, moralnych i pracowitych Polaków. To właśnie w Turwi ochroniarki nazwano po raz pierwszy: „siostrami”.
O TURWI I DEZYDERYM Z DZIENNIKA EDMUNDA:
Za chwilę po przywitaniu, zadzwoniono na majowe nabożeństwo do kaplicy. Zastałem tam klęczące już moje Ochroniarki (…), ale z nimi jeszcze nie mówiłem, bośmy zaraz poszli na kawę. Potem wybraliśmy się obejrzeć nowy lokal ochronkowy w ładnym domu folwarcznym naprzeciw pałacu. W szczycie po wschodach idzie się do Ochrony na piętrze urządzonej (…). Z uwielbieniem istotnem widziałem, z jaką gorliwością i szczegółowym interesem zajmuje się sędziwy Jenerał urządzeniem wszystkiego, co do Ochronki potrzeba. (Dz. 30.05.1855)
Około 8mej pojechaliśmy (…) do Turwi. Zastaliśmy na balkonie Jenerała przy pierwszem śniadaniu. Wygląda czerstwo i zdrowie jego godne zazdrości. Objechał już folwarki, zapakował się w podróż do Paryża i teraz dopiero około 9tej śniadał. Najprzód zjadł pół ogromnego melona, a potem zaraz na to pił mleczną kawę. Co za zdrowie w sędziwym starcu! Poszedł z nami jeszcze do ogrodu, aby pokazać nam pracujące Ochroniarki. Wśród prześlicznego ogrodu warzywnego widzieliśmy pracujące na kwaterze jednej Józefkę i Konstancję. Ale nie ruszyły się od pracy, ani Jenerał ich nie zawołał – lecz po formie poszedł wprzódy do ogrodnika, aby tenże kazał za nami do Ochronki pójść Siostrom, ponieważ tak je sam nazywa i wszyscy ludzie dają im tam to miano. (Dz. 3.07.1855)







