SERCE NA DŁONI,
CZYLI EDMUND JAKIEGO NIE ZNACIE
Choć jedyna zachowana fotografia Edmunda Bojanowskiego ukazuje tylko jego sylwetkę, w naszej wyobraźni jawi się on jako serdeczny człowiek otoczony dziećmi. Miłość do najmłodszych to jednak nie wszystko. Edmund nie działał sam – otaczali go wspaniali przyjaciele, którzy dzielili jego pasje, wspierali go i inspirowali. Kim byli ludzie, z którymi rozmawiał m.in. o przyszłości Ojczyzny?
Błogosławiony Edmund Bojanowski to postać wymykająca się prostym schematom – człowiek świecki, literat i społecznik, który w ciszy serca oddał życie najuboższym. Kluczem do zrozumienia jego drogi nie jest jednak samotny heroizm, ale Boży dar rozumienia i zjednywania ludzi. W czasach zaborów Edmund dołączył do najpiękniejszych architektów wielkopolskiej pracy organicznej. Działał jak cichy magnes, łącząc ludzkie serca we wspólnym celu i udowadniając, że naród jest jak żywy organizm – zdrowy i silny tylko wtedy, gdy troszczy się o swoje najsłabsze ogniwa. Zamiast prowadzić akademickie dyskusje o trudnej sytuacji chłopów, zaprosił innych do wspólnego działania, pokazując, że odrodzenie narodu jest możliwe! Pochylając się nad małym dzieckiem ukazał jak budować piękne silne rodziny, a co za tym idzie – silną Ojczyznę. Żyjąc w trudnych politycznie i społecznie czasach, widział cierpienie Polski. Zapisał:
Im groźniej teraźniejsze stosunki społeczne chwieją się z powodu braku podstawy moralnej, tym żywotniejszym zadaniem ludzkości staje się sprawa wychowania.
Rozumiał, że:
…drzewo życia narodowego, własnym spróchnieniem wątłe, a burzą zwalone, postawić się z powrotem nie da, lecz musi się od korzeni odrodzić.
Dlatego szczególną troską otoczył dzieci, widząc w nich szansę na nowe, lepsze jutro, bo jak mówił:
Od dzieci trzeba zacząć odrodzenie ludzkości. Kochał Polskę i tej miłości uczył, w pełni zawierzając jej losy Miłosiernemu Bogu.
ŚWIT W CIENIU ZABORÓW
Życie Edmunda, rozpoczęte w Grabonogu 14 listopada 1814 roku, przypadło na trudny czas pruskiego panowania w Wielkopolsce. Region zmagał się wówczas z biedą, podziałami społecznymi i systematyczną germanizacją. Młody Edmund szybko zrozumiał, że zamiast powstańczych zrywów, Ojczyzna potrzebuje głębokiej pracy u podstaw. Jego drogi prowadziły przez szeroki i barwny świat, pełen pasji i nauki. Studia we Wrocławiu i Berlinie poszerzały jego horyzonty i grono przyjaciół.
PRÓBA OGNIA
Prawdziwym sprawdzianem dla przyjacielskiej sieci Edmunda stał się rok 1849, kiedy Wielkopolskę nawiedziła dziesiątkująca ludność epidemia cholery. Sam będąc człowiekiem wątłego zdrowia, bez wahania ruszył z pomocą, realizując w praktyce ideał społecznej solidarności. Pisał poruszające listy do znajomych, prosząc o żywność i odzież dla osieroconych dzieci, a koledzy z czasów uniwersyteckich stanęli ramię w ramię by wspólnie udać się pod wiejskie strzechy. Przyjaciele Edmunda zdali wówczas najtrudniejszy egzamin – udowodnili, że praca organiczna to nie tylko teoria ekonomiczna, ale przede wszystkim żywa tkanka ludzkich serc zdolnych do największych poświęceń w obliczu kryzysu.
ZAUFANIE I NOWE DZIEŁO
Konsekwencją wstrząsu epidemii stało się otwarcie pierwszej wiejskiej ochronki w Podrzeczu, 3 maja 1850 roku. To wydarzenie było genialnym posunięciem – zamiast gotowej jałmużny, Edmund dał społeczności narzędzie do stałego rozwoju. Najbliższymi współpracowniczkami i powierniczkami jego myśli stały się proste, wiejskie dziewczęta. W czasach, gdy pochodzenie decydowało o wartości człowieka, Bojanowski obdarzył dziewczęta wielkim zaufaniem, dbając o ich rozwój intelektualny i duchowy. Z tej niezwykłej więzi narodziło się Zgromadzenie Sióstr Służebniczek, stając się żywym dowodem na to, że prawdziwe odrodzenie społeczne zaczyna się od edukacji i wiary w zwykłych ludzi. W kobiecie widział olbrzymi potencjał. To ona miała teraz stać się strażniczką tradycji, wiary i odrodzenia! Zapisał:
Kobiety są dziedziczkami tradycji macierzyńskiej, są żywicielkami narodu. Powołaniem głównym kobiety jest wychowanie dzieci. Tu więc zaczyna się wychowanie nowej cywilizacji – w wychowaniu matek.
Według myśli Bojanowskiego każda placówka służebniczek była i nadal ma być ochronką – miejscem gdzie będą otaczane opieką nie tylko dzieci, ale i nieprzemijające wartości, kultura, sztuka… oraz powołanie do świętości!
CICHE ODEJŚCIE
Przez całe swe życie Edmund niósł krzyż choroby płuc, która uniemożliwiła mu także realizację marzenia o kapłaństwie. W momentach bezradności, to on – dotychczasowy motor napędowy wielkich dzieł – stawał się podopiecznym swoich oddanych przyjaciół. Kiedy 7 sierpnia 1871 roku w Górce Duchownej Edmund oddawał duszę Stwórcy, towarzyszyły mu siostry oraz bliski przyjaciel – ks. Stanisław Gieburowski. Zamykając oczy, miał pewność, że mechanizm, który uruchomił ma sens i że będzie działał dalej. Miał niezłomną pewność, że wydeptana przez niego ścieżka nie zarośnie, ponieważ zostawia swoje dziedzictwo w rękach ludzi głęboko mu oddanych, które poniosą je w przyszłość.
ŻYWE DZIEDZICTWO W XXI WIEKU
Dzieło Edmunda Bojanowskiego i jego przyjaciół nie zamknęło się w ramach XIX stulecia. Dzisiaj, w świecie zmagającym się z pośpiechem, kryzysem więzi i samotnością, podważeniem tożsamości osoby oraz błędnie rozumianej wolności, jego koncepcja pracy organicznej jakże spójna jest z myślą synodalności. Zyskuje ona nowy, świeży i jakże nadal aktualny wymiar:
- Edukacja serca: Założone przez niego Zgromadzenie Sióstr Służebniczek do dziś prowadzi liczne ochronki i przedszkola, przypominając, że wychowanie dziecka to nie tylko przekazywanie wiedzy, ale przede wszystkim kształtowanie wrażliwości i charakteru.
- Nowoczesny wolontariat: Postawa Edmunda inspiruje współczesne ruchy charytatywne. Pokazuje, że realna zmiana społeczna nie potrzebuje wielkich systemów, ale lokalnego zaangażowania i budowania „sieci dobrych serc” w najbliższym otoczeniu.
- Ewangelizacja codzienności: Jako patron ludzi świeckich, Edmund pozostaje wzorem tego, jak przeżywać swoją wiarę poprzez konkretne, codzienne rzemiosło i budowanie relacji opartych na głębokim szacunku do każdego człowieka, bez względu długość jego życia i status.







