Zamyślenia… CUD ŻYCIA! – cz. 3

Od dawna fascynuje mnie rodzaj artyzmu, jaki uprawia Stwórca. Każdego dnia w galerii świata Jego dzieła przeobrażają się w swoim tempie pod wpływem tak wielu zmiennych, że ani w przyrodzie ożywionej ani nieożywionej nie ma dwóch takich samych bytów.


Unikatowość jest cechą wspólną całego stworzenia, pośród którego człowiek zajmuje szczególne miejsce, gdyż jako jedyne z dzieł ma zdolność polemizowania a nawet przeciwstawienia się swemu Pomysłodawcy.

Grzech pierworodny zasiał w nas podejrzliwość względem zamysłu Bożego oraz pragnienie bycia, jak Bóg – stąd brak zaufania i pycha są największymi przeszkodami na naszej drodze ku pełni. Są zarzewiem niezadowolenia z tego kim jesteśmy, jakie mamy braki, w jakich okolicznościach przyszło nam żyć. Pobudzają do wdrażania własnych programów naprawczych…

Tymczasem Bóg nie potrzebuje nas idealnych ani nie szuka ludzi sukcesu.
By wypełnić plan Boży potrzeba, byśmy byli WYSTARCZAJĄCY – posiadający dokładnie takie zasoby, w jakie zostaliśmy wyposażeni.

Bycie wystarczającym nie oznacza zgody na bylejakość. To zgoda na to, że w danym momencie mogę sprostać codziennym wyzwaniom na takim poziomie, jaki jest w moim zasięgu ze względu na moją kondycję zdrowotną, umiejętności czy dyspozycję czasową. To porzucenie wyrzutów sumienia, że można było więcej, doskonalej. To także zostawienie pola do działania samemu Bogu i ufne wzywanie Jego pomocy.

Bycie wystarczającym to powiedzenie „NIE” perfekcjonizmowi, który stawia poprzeczkę zawsze powyżej możliwości, karmi lękiem przed porażką lub popełnieniem błędów, nie daje spocząć sobie i innym póki założony cel nie zostanie osiągnięty, ignoruje potrzebę odpoczynku i snu i napędza się wizją podziwianej przez innych samodzielności. Jest wrogiem wszystkich, którzy stają na drodze do obranego celu. Perfekcjonizm każe sobie i innym na wszystko zapracować. W nim nie ma niczego za darmo. To jest logika złego ducha prowadząca do odrzucenia Boga z powodu samowystarczalności albo z powodu poczucia, że nie zasługuje się na miłość Boga z racji swoich słabości.

Nie dajmy się wpędzić w tę ślepą ulicę.


Poczujmy się jak glina w rękach Garncarza,

uczmy się współpracować z Nim ufając, że mamy wszystko, czego w danym momencie nam potrzeba a o resztę zatroszczy się On.

Marzena Maluga

Przewijanie do góry