Otwarcie pierwszego Domu Nowicjatu Sióstr Służebniczek 26 sierpnia 1856 r.

Prześliczna pogoda. Przy Mszy św. przyjąłem Komunię św. na intencję dzisiejszego dnia, w którym się obchodzi święto Niepokalanego Serca Najświętszej Panny i w którym obchodzić będziemy założenie i otwarcie dawno upragnionego Nowicjaciku Ochronkowego w Jaszkowie.

Podczas Mszy św. spostrzegłem w kaplicy klęczące już w ubiorze wiejskim Matyldę i Konstancję Smitkowską wraz z Florentyną i Elżbietą Cieślawską, które były ubrane w świąteczny strój ochronkowy miejski. Oprócz nich postrzegłem także przybyłe na wyznaczoną godzinę z Podrzecza Jagusię, Michalinę i Józefkę. Owóż już zebranych siedem Służebniczek!

Po Mszy św. widziałem się z nimi. Podrzeckim pokazałem kościółek Ojców. Dałem Jagusi tal. 1. na ich potrzeby w drodze i wyprawiłem je podrzecką furmanką zaraz do Jaszkowa, a Matylda, Konstancja, Florentyna i Elżbieta pojechały najętą furmanką. Zabrały one z sobą duży krzyż czarny z wyzłacaną figurą Pana Jezusa, który ma być przeznaczony do ich refektarzyka w Jaszkowie, a który to krzyż przyniosła mi jakaś nieznajoma obywatelka śremska, ofiarując go z dziwną uprzejmością.

Koźmian przysłał swoje konie dla nas, któremi pojechałem z ks. Brzezińskim do Jaszkowa, a osobno za nami przybył ks. Baczyński. Zastaliśmy w Jaszkowie wszystko już gotowe. Dom nadspodziewanie uprzątniony, ołtarzyk przystrojony w kwiaty, sprzęty nowiuteńkie poustawiane, przed domem i na cmentarzu ścieżki wygracowane  i świeżo piaskiem posypane.

Elżbietka Szkudłapska z trzema swemi nowicjuszkami krząta się jak Marta. Ona wszystko od wczorajszego przybycia swego z Kopaszewa uporządkowała. Ochronianki wszystkie zebrane. Było ich razem 23. Goście także już poprzybywali. Jenerałowa była niezmiernie zadowolona.

Pierwszą Mszę św. miał Czcigodny staruszek, ks. proboszcz Staśkiewicz. Był to widok niezmiernie uroczysty: ten siwy jak gołąbek starzec odprawiający Ofiarę św., ten ołtarz w kwiaty i gierlandy z liścia ustrojony, ten szereg  dwudziestu przeszło Służebniczek, a za nim pełno matek z dziećmi i innych ludzi.

Drugą Mszę św. miał o. Baczyński, przy której przyjmowały Komunię św. Służebniczki. Potem piękną  rzewną powiedział z ambony naukę ks. Brzeziński, podczas której najmocniej rozczulił wszystkich, gdy dodał słowa obrócone do swoich dawnych wychowanek z parafii baszkowskiej, których było kilkanaście pomiędzy obecnemi Służebniczkami (było 12 z Baszkowa).

Kawę dla księży przygotowały już w nowym swoim domku Służebniczki. Ks. proboszcz Staśkiewicz w obecności zgromadzonych gości, duchowieństwa, wszystkich Służebniczek i dosyć licznie zebranego ludu, poświęcił uroczyście Ochronkę – a wszyscy na kolanach modlili się o błogosławieństwo Boże dla tego domku.

Po tej ceremonii starsze siostry tutejszego domku dostały w rękę przepisy. O. Baczyński, po stosownem przemówieniu do nich, poświęcił ich sukienki i wszystkich zgromadzonych Służebniczek. Uczęstowane potem od miejscowych Sióstr, rozeszły się do domków swoich: tu-rewskie, rąbińskie, kopaszewskie, goraczewskie i śremskie Służebniczki, a podrzeckie odje-chały. Dla Janka z Podrzecza, który je przywiózł, dałem tal. 1. Matyldzie na pierwsze potrzeby zostawiłem 3 tal.

Poszliśmy potem na obiad do dworu. Po południu wróciliśmy znowu do Ochronki, aby po pierwszy raz wprowadzić zgromadzone dziatki. Czcigodny ks. Staśkiewicz wyniósł się rychlej przed nami i zastaliśmy go już po-między dziatkami z słodką uprzejmością bawiącego się z nimi.

Przed odejściem poszliśmy jeszcze z miejscowemi Służebniczkami o zachodzie słońca do kościółka. Elżbietka dzwoniła na anioł Pański, a my wszyscy zmówiliśmy wspólnie z nimi paciorek.

Wyszedłszy z kościółka, zatrzymałem się z ks. Brzezińskim na cmentarzyku i nie mogliśmy się dosyć nacieszyć urokiem tego dziwnie pięknego miejsca i całego dnia dzisiejszego. Bo też co za cudne położenie! Ten chędogi domek pod słomianą strzechą, z dzwonkiem u drzwi i z odmykanem okienkiem we drzwiach, wygląda pod rozłożystemi lipami i przy tem gniaździe bocianiem jak chatka Piasta, jak jaka pustelnia, to znowu jak jakiś maluczki klasztorek! A ten kościółek gotycki czerwieniący się śród zieloności lip i murawy cmentarzowej! Te w błękitnych sukienkach i białych chustkach krzątające się koło niego Służebniczki Najśw. Panny, to ich dzwonienie na Anioł Pański, to noszenie kluczy kościelnych, to zawiadowanie kościółkiem! Dalej owe piękne dęby nad brzegami rzeki, owe szerokie żagle statków przepływających! Owe dokoła gaiki brzozowe, owe ciche i samotne ścieżki, a zupełne od wsi ustronność – nadają temu miejscu nie tylko dziwnie malowniczy, ale nawet święty widok! Pełno tu szczegółów tak pięknych, tak prześlicznych, jakich nigdzie nie widziałem. We wielkiej, na przykład, obok kościółka lipie wypróchniałej, widzieliśmy złożonych kilka trupich głów białych, które wyglądają z ciemnego wnętrza pnia! Czyliż by malarz, któryby chciał ułożyć widok wiejskiego kościółka, mógł znaleźć piękniejszą do swego obrazu ozdobę?

Całe zresztą gospodarstwo tego domku jest dziwnie piękne i wszechstronne. Ogród duży, opasany płotem. Za rzeką las należący do tego gospodarstwa, a w nim i żołądź dla trzody, i grzybki do suszenia na zimę. Za laskiem łąki nadrzeczne pastwiska dla krówek, a nawet osobno jeziorko z rybami.

Kontrakt dzierżawny podpisałem wraz z ks. Staśkiewiczem, panem Szołdrskim i członkami tutejszego kolegium kościelnego, na czas życia ks. Staśkiewicza. Dałby Bóg, żeby można u konsystorza wyjednać przedłużenie na lat kilkanaście.

Odchodząc, obiecaliśmy się z ks. Brzezińskim jutro jeszcze przybyć ze Śremu ze Mszą św. Po herbacie pożegnaliśmy Państwa Szołdrskich i wróciliśmy późno wieczorem do Śremu.

Dziennik, E. Bojanowski

Grafika wygenerowana na podstawie zachowanego zdjęcia.

Przewijanie do góry