Tak po ludzku Bóg wybrał chyba najtrudniejszy moment na zwiastowanie Maryi. Była poślubiona Józefowi, więc zapewne miała już związane z tym plany i marzenia, których trzeba było się wyrzec.
Nie mieszkała jeszcze z mężem, więc sytuacja stała się co najmniej krępująca – bo jak powiedzieć komuś, komu dopiero co ślubowało się wierność, że pod sercem nosi się nie jego dziecko?
Ciąża ma swoje symptomy doskonale rozczytywane przez doświadczone kobiety, a więc temat nieplanowanej ciąży o niewiadomym pochodzeniu stanie się sprawą publiczną, co narazi Maryję na zniesławienie. Jeśli Józef mimo to przyjmie ją pod swój dach, będzie musiał znosić drwiny ze strony społeczności, jeśli ją oddali – narażona będzie na ukamienowanie.
Trudno powiedzieć, czy Maryja w momencie zwiastowania zdążyła sobie uświadomić wszystkie te trudności. Nie byłabym jednak zdziwiona, gdyby Jej fiat było wypowiadane z pełną świadomością konsekwencji, jakie mogą ją spotkać w krótkiej perspektywie.
Myślę, że mogła czuć się wówczas jak Abraham wezwany do złożenia ofiary ze swego syna Izaaka. I tak jak Abraham „wbrew nadziei uwierzyła nadziei” (Rz 4,18), że stanie się tak, jak Pan Jej obiecał. Wyśpiewany „Magnificat” w pełni to potwierdza.
Józef natomiast musiał zmierzyć się z poczuciem bycia zdradzonym, z rozczarowaniem Maryją, z przekreśleniem planów na wspólną przyszłość, z pogodzeniem się z tym, że stracił wszelką kontrolę nad sytuacją. Jego duma została poddana ogromnej próbie. Mógł wybuchnąć ogromnym gniewem i domagać się sprawiedliwości, mógł w pokorze szukać sposobu reakcji zgodnej z Bożą wolą. Dopiero kiedy obrał tą drugą drogę, Bóg zechciał objawić Mu swój plan. Być może dopiero wtedy był gotowy na to, by wypowiedzieć swoje fiat w odpowiedzi na zaproszenie Boga…
Łatwo przeoczyć ten kryzys małżeński stojący u początku historii Świętej Rodziny, kiedy czyta się Ewangelię, bo jego okoliczności nakreśla tylko Święty Mateusz w zaledwie kilku wersach. Trzeba przyznać, że nie jest to wymarzony początek miłosnej historii małżeństwa – mogło skończyć się naprawdę różnie.
Nie jest to też wymarzony początek nowego życia w rodzinie.
Trudno przeżywać radość z poczęcia dziecka, gdy okoliczności wymykają się spod kontroli, gdy oznajmienie o nim prawdopodobnie spotka się z ostracyzmem, odrzuceniem, kłótnią, gdy wiąże się z widmem pogłębiającego się kryzysu małżeńskiego … a jednak taki początek dał Jezusowi Bóg.
Jakby chciał pokazać, że nim wejdziesz w czas kryzysu – to On już tam jest. Jakby chciał zdjąć z nas ciężar bycia idealnym i mającym wszystko dopięte na ostatni guzik.
Jakby chciał powiedzieć, że nie ma takich trudności, które przekreślałyby nas jako ludzi czy nasze historie. Nie ma takich zawiłości z których nie potrafiłby wyprowadzić wielkiego dobra.
Zaufaj Mu a zawrze z Tobą przymierze, z którego czerpać będą pokolenia.
Marzena Maluga







