Jedna droga - różne historie
Jedna droga - różne historie

Tydzień Modlitw o powołania jest czasem, w którym szczególnie pochylamy się nad tajemnicą ludzkiego życia i Bożego zaproszenia.  Każda z historii jest niepowtarzalna, jedyna i wyjątkowa!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W historii mojego powołania od początku obecna jest Maryja, choć ja tą obecność odkryłam po czasie. Służebniczki były pierwszymi siostrami zakonnymi jakie poznałam, a było to na „Kodzie” dla animatorek Dzieci Maryi w naszym klasztorze w Częstochowie. Znalazłam się tam „przypadkiem”. Kiedy byłam w 3 klasie gimnazjum zabrał mnie na Kodę pewien ksiądz, który był przekonany, że od dziecka należę do tej wspólnoty, a ja nie wiedziałam, że coś takiego jest i członkiem tej wspólnoty nigdy nie byłam. Po tym pierwszym spotkaniu ze Służebniczkami nowo odkryta dla mnie droga życia konsekrowanego  niesamowicie mnie zafascynowała. Od tego czasu zaczęło pojawiać się we mnie pragnienie, by żyć całkowicie dla Boga.

 


Czas liceum był czasem odkrywania, pogłębiania wiary, czasem, kiedy zbliżyłam się do Kościoła i ta myśl o życiu zakonnym kiełkowała gdzieś w tle zabieganej między dwoma szkołami codzienności. Wiedziałam, że do matury jeszcze daleko, więc nie muszę jeszcze podejmować decyzji.

 

 

Cały ten czas jeździłam też do Sióstr w Panewnikach (nie wiedząc, że praktycznie pod domem też był klasztor) na dni skupienia czy adoracje. Były takie momenty, kiedy wydawało mi się, że do tej matury już nie wytrzymam i mogłabym, choćby zaraz, wszystko zostawić i iść do klasztoru. Ale były też takie, w których wynajdywałam tysiąc dowodów na to, że to nie jest moja droga albo przynajmniej nie na teraz, że może za rok lub za dwa znowu o tym pomyślę.

 

Zapisałam się więc na Akademię Muzyczną, złożyłam tam dokumenty i tak też odpowiadałam na pytania o moje plany na przyszłość. Jednak na modlitwie, gdy chodziłam z tym pytaniem w sobie „Czego Ty, Boże chcesz ode mnie? Co mam robić?” to zawsze, czy w Słowie Bożym, czy w jakimś małym znaku (takim jak ulotka powołaniowa znaleziona na ulicy) otrzymywałam odpowiedź, choć czasem wolałam udawać, że się przesłyszałam.

 

Na dwa dni przed maturą pojechałam jeszcze do Częstochowy i zatrzymałam się u naszych Sióstr. Gdy tam wróciłam ze świadomością, że jakąś decyzję muszę podjąć, jasno zrozumiałam, że to jest łaska na ten czas, że nie mogę tak ciągle uciekać i u Matki Bożej znalazłam tę siłę , żeby na to Boże wezwanie odpowiedzieć.

 

Kiedy w sercu tę decyzję podjęłam poczułam ogromny pokój. Na egzamin na Akademię Muzyczną „zaspałam”. A 3 czerwca w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa – co też nie jest przypadkiem i jest to dla mnie bardzo ważne - przyjechałam do Panewnik, żeby się zapisać. Radość jaka wtedy mnie wypełniała jest niedopisania i razem z pokojem, który był większy niż wiele niewiadomych, lęku i świadomości, że moja decyzja nie zostanie przyjęta z entuzjazmem przez rodzinę i znajomych,  były dla mnie potwierdzeniem, że taka jest wola Boża.

 

Do Zgromadzenia wstąpiłam 8 września w dzień urodzin Matki Boże. Nie do końca miałam też chyba wtedy świadomość, że wstępuję do Maryjnego zgromadzenia, bo większą uwagę skupiałam na samym słowie „Służebniczki” i dopiero teraz coraz bardziej widzę, że Maryja towarzyszyła mi całą tę drogę i towarzyszy nadal swoją cichą, dyskretną obecnością zapraszając do naśladowania jej w moim życiu i do bycia Jej Służebniczką.

s.now. Julia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pamiętam jak mocno poruszyła mnie historia pewnej osoby konsekrowanej. Siostra przechodząc przez park usłyszała rozmowę córki z mamą:
- Mamo kim jest ta pani w tym stroju ?
- To jest siostra wszystkich ludzi.  
Chyba ten moment mogę wskazać jako początek drogi szukania woli Bożej w moim życiu. Czym jest powołanie? Jak je rozpoznać? Skąd wiedzieć czy dobrze wybrałam ?
 - te pytania towarzyszyły mi już od szkoły gimnazjalnej. Odpowiedzi na nie szukałam w rozmowach z rówieśnikami, na lekcji religii, podczas rozmów z osobami, które odkrycie swojego powołania miały już za sobą i widziałam że są szczęśliwe.

 


Ja byłam naprawdę uparta i oporna na przyjęcie zaproszenia do kroczenia z Bogiem i według Jego woli. Chciałam zrozumieć czym jest powołanie, później mieć wewnętrzną pewność do czego ja jestem powołana, czy na pewno będę szczęśliwa i czy o to chodziło Bogu. Później dopiero mogłam szukać odpowiedzi na to, jakie jest moje powołanie. Z biegiem czasu widzę że Ten, który uzdalnia i pomaga nam odpowiedzieć na zaproszenie, przez dłuższy czas po prostu musiał na mnie czekać i przypatrywać się jak szukam odpowiedzi na stawiane pytania.

 

Wszędzie szukałam odpowiedzi, ale nie u Boga, który znał odpowiedzi na moje pytania od samego początku. Po czasie widzę, że: bałam się iść do Niego, bo nie wiedziałam jak „rozmawiać z Bogiem”, jak się pytać, jak słuchać, co zrobić z tym, co odkryję. Naprawdę:

 

 

Dopiero wtedy zaczęłam po prostu rozmawiać z Bogiem. Mówić „kawa na ławę”, tłumaczyłam że ja nie wiem do czego jestem powołana, mówić o tym co mi się podoba, czego nie rozumiem, o tym, że nie wiem gdzie szukać pomocy, a przede wszystkim o tym, że już mi wstyd z kimkolwiek rozmawiać o powołaniu – „i tak mnie nikt nie rozumie”.

 


Pamiętam, że w czasie jednej z mojej modlitwy poprosiłam Pana Jezusa, aby On sam się zajął moim odkrywaniem powołania, bo ja sama nie dam rady się już domyślać, co jest dla mnie najlepsze. I On mnie wysłuchał. Oddałam mu swoje stery życia. Szkoła, praca, znajomi… wszystko było bardzo normalne i w końcu pełne spokoju. Do dnia kiedy moja młodsza siostra poprosiła mnie, bym pojechała za nią na spotkanie młodych na Muchowcu w Katowicach z okazji Światowych Dni Młodzieży w 2017 roku. Tam w najmniej oczekiwanym momencie Pan Bóg postawił na mojej drodze Siostry Służebniczki. Siedząc obok sióstr, gdy walczyłam z sobą próbując przełamać się, by zapytać siostry o nazwę zgromadzenia, zacząć rozmowę itp. jedna z sióstr odwróciła się i poczęstowała mnie cukierkiem.

 

Dzisiaj jestem przekonana, że to nim posłużył się Bóg, aby przełamać wszystkie moje lęki. W krótkim czasie po spotkaniu na lotnisku odwiedziłam siostry w klasztorze w Panewnikach, a tam gdy uklękłam w kaplicy już nie miałam żadnych pytań. Poczułam, że to jest to miejsce i to właśnie tu Pan Jezus chce, abym wśród sióstr kroczyła z Nim przez moje życie odkrywając swoje powołanie.

 

Dziękuję Bogu, że gdy ja szukałam, On był blisko i nigdy mnie nie opuścił i czekał. Teraz proszę dalej, aby droga, którą kroczę nie była już szukaniem odpowiedzi na pytania, ale ufnym przylgnięciem i dalszym kroczeniem za Panem.

s.now. Agnieszka