Jezioro Świętej Anny. Świadectwo.
Jezioro Świętej Anny. Świadectwo.

Pielgrzymka do jeziora świętej Anny to wydarzenie które łączy wiele plemion zachodu i północy Kanady. Ponieważ jest to jedyne tego typu wydarzenie na terenie Alberty, dlatego też przybywa tu także wielu nie rdzennych Amerykanów.

 

Indianie czczą Świętą Annę – babcię Jezusa, gdyż wielu z nich było wychowanych przez dziadków. I to oni zabierali ich od dzieciństwa do Lac Sainte Anne. Jezioro słynie ze swej uzdrawiającej mocy; od wieków Indianie  nazywali je Bożym jeziorem albo jeziorem Ducha. Dopiero Oblaci Maryi Niepokalanej nazwali je jeziorem świętej Anny.

 


Tegoroczne spotkanie zostało ubogacone świadectwem Joanny, która w 2014  została uzdrowiona dzięki wstawiennictwu świętej Anny oraz ogromnej wierze swoich rodziców. Dziewczyna chorowała na głęboką depresję i wieku 21 lat postanowiła odebrać sobie życie skacząc z mostu na autostradę. Logicznie i medycznie nie miała żadnych szans na przeżycie. A jednak po kilku dniach obudziła się w szpitalu. Natychmiast poprosiła o kapłana, gdyż zrozumiała że jej życie jest darem i że Bóg ją kocha nieskończenie. Rekonwalescencja była niezwykle szybka, choć lekarze i psychiatrzy twierdzili że potrzeba co najmniej roku. Joanna już po miesiącu wyszła ze szpitala zdrowa na duszy i na umyśle. Jedynym „znakiem” została złamana noga i towarzyszące jej już do końca życia kule inwalidzkie. Ale to i tak nic w porównaniu z tym, co mogło się stać - mówili lekarze. W lipcu rodzice Joanny postanowili, jak co roku, udać się na pielgrzymkę do jeziora świętej Anny tym razem prosząc o uzdrowienie swojej córki. Dla Joanny jazda samochodem była męką. Dziewczyna chciała choć z parkingu dojść do jeziora, ale w połowie drogi nie mogła już zrobić ani jednego kroku, bo ból był tak dotkliwy. Jej ojciec pobiegł więc do jeziora napełnił dłonie wodą i skropił nią nogę Joanny. Jednak nic się nie wydarzyło. Rodzina wróciła do domu. Kiedy Joanna miała wyjść samochodu poczuła, że nie potrzebuje kul. To był fakt - nie wiara – powiedziała: Po prostu stanęłam na nogach i weszłam do domu. Jezus mnie zupełnie uzdrowił i tutaj wiszą moje kule.

 

 

 

 

 

Wzruszenie uczestniczących w nabożeństwie było    ogromne. Oprócz braw ludzie błogosławili Joannę śpiewem i wyciągniętymi nad nią rękami. To był świadectwo dwóch pierwszych dni. Pielgrzymka  jednak trwa nadal. Rozpoczęła się w sobotę wieczorem będzie aż do czwartku. W niedzielę o trzeciej po południu była uroczysta Msza a po niej błogosławieństwo jeziora. Kapłani udali się do jeziora, w którym udzielają ludziom indywidualnego błogosławieństwa. Każdego dnia celebrowanych jest kilka Mszy świętych często w językach Cree i Dene (oryginalny język indiańskie). Oprócz tego są też nabożeństwa, modlitwy o uzdrowienie, okazja do sakramentu pokuty. W kościele trwa nieustanna Adoracja Najświętszego Sakramentu. Jak ważnym jest to wydarzenie świadczy historia starszej kobiety, która chciała chwilę porozmawiać. Wyznała, że odeszła od kościoła. Kiedy zapytałam dlaczego w takim razie przybyła na pielgrzymkę odpowiedziała: Moja mama umierając powiedziała mi że muszę jechać do Lac Sainte Anne. I teraz ona chce też jak jej mama wierzyć w Boga.

 

 

 

Hay-hay! - Dziękuje Bogu!

 

Równolegle z pielgrzymką trwają obozy dla dzieci i młodzieży. Niejednokrotnie mają one charakter indiański.  Dzieci na archidiecezjalnym obozie z Edmonton uczą się piec banick (rodzaj indiańskiej bułki) na ognisku, ciastem obtaczając grube kije. Śpią  w indiańskich teepee i śpiewają pływając na łódkach. Dzięki temu dzieci i Młodzież są bardziej otwarci na kulturę i obyczaje rdzennych Amerykanów. Dzieci są otoczone pięknem stworzenia i tym bardziej wychwalają jego Stwórcę - Dobrego Boga.

Siostry z Edmonton