Służąc chorym na Covid 19
Służąc chorym na Covid 19

W czasie spotkania wspólnotowego siostra Przełożona powiedziała, że był telefon z prośbą o pomoc przy chorych w Zakładzie Opiekuńczo Leczniczym w Ozimku i w szpitalu w Koźlu.

 

 

 

 

 

Decyzja nie była łatwa, ale już tego samego dnia, po rozważeniu i modlitwie, 4 siostry:

s.M. Michalina, s.M. Estera, s.M. Marietta i s.M. Celinia zgłosiły się do pomocy w Ozimku. Niestety po 3 dniach ich pobytu w tamtejszej placówce okazało się, że chorzy podopieczni zostaną rozwiezieni po szpitalach. I w ten sposób siostry wróciły do Leśnicy. Jednak nie trzeba było długo czekać i znów poproszono nas o pomoc, ale tym razem w szpitalu jednoimiennym w Koźlu. Musiałyśmy jeszcze poddać się testom na Covid 19 i po uzyskaniu wyniku ujemnego pojechałyśmy do Koźla, gdzie obecnie podejmujemy posługę na trzech oddziałach. Siostrę Celinię wymieniła s.M. Damiana.

 

Mamy grafik pracy tak, jak każdy z pracowników. Najczęściej pracujemy w systemie dwuzmianowym po 12 godzin, choć są też wyjątki od tej reguły. Do naszej posługi należy pielęgnacja chorych tzn toaleta i karmienie. Na oddział wchodzimy w pełnym „umundurowaniu”, czyli w maskach, rękawicach, kombinezonach, przyłbicach…

 

Staramy się dla tych chorych być nie tylko zwykłymi pracownikami, ale także tymi, które przynoszą Boga. Każdego dnia uczestniczymy w Eucharystii i przyjmujemy Komunię Świętą. W ten sposób stajemy się żywymi tabernakulami i jako takie wnosimy Pana Jezusa do tych, do których On sam nas posyła. I chyba teraz, w tej posłudze jeszcze bardziej zdajemy sobie z tego sprawę. Widząc ich samotność i brak dostępu do sakramentów cieszymy się, że możemy zanieść im błogosławieństwo i swoją obecność.

 

Na oddziałach jesteśmy tylko tyle, ile potrzeba. Chodzi o to, by nie narażać swojego zdrowia bez potrzeby i aby nie stać się też zagrożeniem dla innych. Dlatego staramy się każdą chwilę przy chorym wykorzystać na to, by być dla niego wsparciem. W sumie na dziennym dyżurze na oddział wchodzimy trzy razy w porze posiłków. Za każdym razem w pełnym zabezpieczającym stroju, który jest jednorazowego użytku. To wszystko dla jak największego bezpieczeństwa. To tyle jeżeli chodzi o samą posługę w szpitalu.

 

Chciałabym jednak podzielić się swoim doświadczeniem duchowym, które zrodziło się na kanwie tej posługi. Jak już wspomniałam decyzja o pójściu do zarażonych nie była łatwa. Myślałam o tym, modliłam się, pytałam Pana Jezusa i ostatecznie powiedziałam swoje „tak” również dla posługi wśród chorych. Dlaczego? Od jakiegoś czasu szczególnie bliski jest mi krzyż Pana Jezusa. Widząc stary, zniszczony ściągałam z niego korpus i go zabierałam. Mówiłam – trochę w żartach – że ratuję Pana Jezusa ukrzyżowanego, że ściągam Go z krzyża. I kiedy teraz pojawiła się konieczność pomocy przy chorych od razu przyszła mi myśl, że teraz będę ratowała Pana Jezusa żyjącego w tych ludziach. Idąc do szpitala myślę o tym, że tam czeka na mnie cierpiący Jezus. I to pomaga. Mam jeszcze jedno mocne doświadczenie. Jednego dnia nie miałam możliwości uczestniczenia we Mszy Świętej. Jedynie kiedy rano szłam na oddział ksiądz udzielił mi Komunii Świętej. I wtedy w głowie miałam myśl, że dziś dla mnie jedynym ołtarzem na którym składana jest Ofiara to łóżko tego chorego człowieka, którego dotykam, myję, karmię. Jakże inna to był Eucharystia.

 

 

Siostrze Marietcie kiedy podejmowała decyzję o pójściu do chorych towarzyszyło pytanie: co w takiej sytuacji zrobiłby nasz Ojciec Założyciel bł. Edmund Bojanowski? I odpowiedź była oczywista: posłałby siostry i sam też podjąłby tą posługę. Dlatego też sama tak właśnie zrobiła. Poza tym towarzyszy jej ogromna wdzięczność za dar życia i świadomość, ze jest ono własnością Pana i On sam kieruje nim tak, jak chce. Nie ma więc w niej lęku o swoje zdrowie a nawet życie, ponieważ z ufnością powierza je Bogu. Siostra Michalina jest pielęgniarką i kiedy dowiedziała się o potrzebie pomocy chorym zrozumiała, że tej pomocy nie może odmówić, choć nie było to dla niej łatwe. Kiedy jednak spotkała się chorymi lęk i obawy minęły. Siostra Estera bardzo cieszy się z podjętej posługi przy chorych a zdecydowała się na nią, ponieważ nie chciała, aby chorzy nie byli sami i bez opieki. Mówi, że gdyby to był ktoś z jej bliskich też chciałaby, by był otoczony opieką.

 

s.M. Damiana Szmidt